środa, 6 maja 2015

18.




Rozmowa z Chrisem przebiegła zaskakująco dobrze, ale chyba tylko, dlatego, że zdawał się mieć dobry humor. Obiecał, że wpłaci pieniądze na konto ośrodka, co również mnie zaskoczyło. Nie zamierzałam mu opowiadać o szczegółach całej tej sytuacji, bo zależało mi tylko na zdrowiu mamy. W myślach dziękowałam Bogu za to, że mój brat nie postąpił, jak świnia i nie musiałam go o nic błagać.
Prawda była taka, że od niedawna ciągle byłam kłębkiem nerwów i kiepsko sypiałam. Groźby Martina, brak pieniędzy i ukrywanie tego przed Liamem wykańczało mnie psychicznie. Teraz byłam przynajmniej spokojniejsza o bezpieczeństwo mojej rodzicielki.
Od piątej rano krzątałam się po apartamencie, sprawdzając po raz setny czy wszystko spakowałam. Nie ukrywam, że przykro mi było opuszczać to wspaniałe miejsce, ale przecież powinnam się cieszyć, prawda? Zamieszkam z ukochanym.
Nie byłam pewna czy to dobry pomysł. W końcu póki, co dopasowaliśmy się tylko pod względem seksualnym. Nie mogliśmy z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że wytrzymamy ze sobą pod jednym dachem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Martwiłam się, że ta zbyt wcześnie podjęta decyzja może negatywnie odbić się na naszym związku. Liam był optymistą, ale ja na wszystko patrzyłam realnie. Zaczną się plotki, artykuły w prasie, wyciąganie brudów z mojej przeszłości, co na pewno mu zaszkodzi. Będzie miał do mnie żal, choć się nie przyzna i przestaniemy się dogadywać.
Och, tak. Wspaniale. Myśl o tym dalej a na pewno się stanie – skarciłam się w myślach.
Kiedy zorientowałam się, że wszystko jest w odpowiednich pudłach, zerknęłam na zegarek, który wskazywał godzinę dziewiątą. Ruszyłam do łazienki, aby wziąć prysznic i przyszykować się do opuszczenia apartamentu. Moje żebro jakimś cudem zrosło się prawidłowo, ale sińce nadal zdobiły moje ciało. Patrzyłam na siebie z obrzydzeniem, gdy wcierałam w skórę balsam. Nie rozumiałam chwil, w których Liam z uwielbieniem wpatrywał się we mnie, leżąc obok. Blizny wcale nie były urocze, a on w ogóle nie zwracał na to uwagi.
Do rzeczywistości przywróciło mnie pukanie do drzwi. To na pewno kierowca Payne’a.
Wpuściłam go do środka i poinstruowałam, na co powinien szczególnie uważać. Chłopcy byli właśnie na wywiadzie i miałam ogarnąć swoje rzeczy w domu Liama, całkiem sama. Wychodząc ze swojego mieszkania po raz ostatni, miałam nadzieję, że to zmiana na lepsze. W końcu życie z tak wspaniałym mężczyzną musiało być dobre.
Paddy rozstawił kartony w salonie willi i oznajmił, że jedzie odebrać zespół ze stacji radiowej. Rozejrzałam się wokół siebie i zajrzałam do kilku szafek. Nie było w nich miejsca na moje rzeczy. Pobiegłam do sypialnianej garderoby. Tam również panował bałagan mojego chłopaka. Teraz to już w ogóle nie wiedziałam, co robić.
Nie mogłam się rozpakować, więc wróciłam do salonu. Postanowiłam zrobić coś na obiad.
Zawartość lodówki podsunęła mi na myśl tylko jedno danie – kurczaka z ryżem i warzywami. Nigdy nie byłam idealną kucharką, ale przyrządzenie takiej potrawy nie mogło być trudne. Powoli poznałam położenie wszystkich niezbędnych przedmiotów w kuchni i poruszałam się w niej nieco bardziej swobodnie. W ciągu godziny uporałam się z pichceniem i nakryłam do stołu. Na szczęście mój chłopak zjawił się w porę, rozmawiając przez komórkę. Zatrzasnął drzwi nogą, odwiesił kurtkę na wieszak i wpadł prosto na słup kartonów.
- Oddzwonię później – powiedział do słuchawki i rozłączył się. - Cześć Phoebe. – Podszedł do mnie z zdezorientowaną miną.
- Cześć. Rozpakowałabym się, ale nie ma miejsca na moje rzeczy – odparłam z rozżaleniem, przyjmując czuły pocałunek.
- Przepraszam, nie miałem czasu. Dzisiaj razem wszystko ogarniemy – obiecał, uśmiechając się łobuzersko.
- Mam nadzieję, że jesteś głodny, bo zrobiłam coś w rodzaju chińszczyzny. – Postanowiłam nie robić mu awantury o brak organizacji.
- A no właśnie nie jestem. Jedliśmy w chłopakami na mieście – podrapał się po karku, przyglądając mi się w ten sam sposób, co kot ze Shreka.
- Świetnie. – Zacisnęłam pięści, powstrzymując wybuch złości, który kumulował się we mnie od rana. - Ty w ogóle chcesz żebym z tobą zamieszkała? Zaproponowałeś to bardzo pochopnie, a teraz nawet nie raczyłeś się przygotować na moją przeprowadzkę. – Oddech znacznie mi przyspieszył.- Jeśli nie masz zamiaru liczyć się z moją obecnością tutaj, to wynoszę się do Evelyn.
- Phoebs, spokojnie. – Ujął moje dłonie. Może tylko mi się wydawało, ale miałam wrażenie, że zupełnie nie rozumie mojego punktu widzenia. Faceci. - Nie zorganizowałem się, to fakt, ale bardzo chcę żebyś ze mną zamieszkała.
Uśmiechnął się ciepło. Chyba próbował mnie tym przekupić. Nie byłam pewna.
- Zjem z tobą. - Potwierdził ruchem głowy.- A teraz mnie pocałuj, do jasnej Anielki – dodał, widząc, że napięcie powoli opuszcza moje ciało.
- Żeby mi to było ostatni raz. – Pogroziłam mu palcem, podskoczyłam i otoczyłam nogami jego biodra.
Chwycił mnie w porę i kilka sekund później już zatraciliśmy się w namiętnym pocałunku. Byłam pewna, że gdyby nie to, że stygł nam obiad, wylądowalibyśmy w sypialni. Zamiast tego, Liam grzecznie posadził mnie na krześle, a sam zajął miejsce naprzeciwko.
- Wygląda smakowicie. – Wziął pierwszego kęsa i po dłuższej chwili skrzywił się tak, jakby miał to wypluć.
- Ale smaczne nie jest, prawda?- Zrobiło mi się ogromnie głupio i natychmiast spróbowałam swojej porcji.- Zostaw to. – Zabrałam mu talerz i oba dania wyrzuciłam do śmieci.
Oparłam się o blat, pochylając głowę w dół.
- Nie przejmuj się. – Objął mnie od tyłu, całując moje ramię.
- Nawet obiad potrafię spieprzyć, kucharka ze mnie żadna. – Nie miałam w zwyczaju płakać z tak błahych powodów, ale traktowałam to jak porażkę i uwolniłam z siebie słony potok.
- Poprawię ci humor – wsunął dłonie pod moją bluzkę.
- Tak? A jak?- Zaśmiałam się przez łzy, przeczuwając jego niecne zamiary.
- Za chwileczkę pójdziemy do sypialni, ale teraz mam coś dla ciebie. – Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i podał mi maleńkie pudełeczko.
Pospiesznie je otworzyłam i spostrzegłam kolejną zawieszkę do mojej bransoletki. Natychmiast się do niego odwróciłam i długo patrzyłam w oczy.
- Wprowadziłaś się do mnie. To podziękowanie za zaufanie, jakim mnie obdarzyłaś. – Zabrzmiało to bardzo emocjonalnie i totalnie zmiękczyło moje serce.
- Dziękuję – szepnęłam.
- A teraz czas na część łóżkową – dodał z szerokim uśmiechem. Wziął mnie na ręce i ruszył w kierunku sypialni.

***

Och, tak. Nie ma to jak rozpocząć dzień od kłótni. Wiedziałam, że początki bywają trudne, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Postanowiłam, że zagonię Liama do roboty i razem opróżnialiśmy pudła. Poukładaliśmy ubrania i buty w szafach, pochowałam swoje kosmetyki w łazience, a w trakcie układania porcelanowej zastawy od mamy, usłyszałam głos swojego chłopaka. Był wyraźnie niezadowolony, a jego kroki się zbliżały.
- Gdzie chcesz to powiesić? - Prychnął ze złością, niosąc średniej wielkości obraz o tematyce futurystycznej.
Zmrużyłam na niego wściekle oczy.
- Kocham ten obraz! Chciałam żeby znalazł swoje miejsce w salonie lub sypialni – wyjaśniłam.
- Wybacz, ale jest okropny. Nie pozwolę żeby szpecił ściany mojego domu.. - Podkreślił to bardzo władczym tonem.
- Twojego, tak? Myślałam, że odkąd się tu przeniosłam jest nasz wspólny. - Spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Nie łap mnie za słówka, Phoebe. – Odstawił ramę z płótnem pod ścianę i skrzyżował ręce na piersiach.
- Zachowujesz się, jak dzieciak. Mieliśmy działać na zasadzie kompromisów, nie wiedziałam, że będę dla ciebie tylko gościem. – Rzuciłam o podłogę ścierką, którą wycierałam naczynia z kurzu.
- Mistrzyni kontroli – warknął, podchodząc bliżej. - Jak coś nie jest tak, jak Zosia-Samosia chce, to od razu wpada w szał.
- Ja? Po prostu jestem niezależna, za to ty jesteś terytorialnym maniakiem! Jak nie chciałeś żebym się do ciebie przenosiła, to, po co to zaproponowałeś?! - Odepchnęłam go od siebie.
- Znowu ta sama gadka? Potrzebowałaś miejsca do spania, więc się tobą zająłem, to coś złego? - Chyba przestał nad sobą panować i wypalił to, co mu ślina na język przyniosła, bo gdy zrozumiał sens swoich słów, od razu opuścił głowę.
- Zlitowałeś się nad dziwką, tak? Świetnie – odparłam, wstrzymując emocje na wodzy, ale nie doczekałam się odpowiedzi, więc zgarnęłam swoją kurtkę i szybko opuściłam jego posiadłość.
Mogłabym w tamtym momencie zadzwonić do Evelyn, gorzko się rozpłakać i wyżalić, ale to i tak by nic nie dało. Na własne życzenie wprowadziłam się do Payne’a. Przyjaciółka mogła mi to mieć za złe, więc nie zamierzałam się nad sobą użalać. Naprawdę myślałam, że będzie jak w bajce, chociaż nie powinnam w nie wierzyć. Liam miał wracać do domu, witając mnie od progu radosnym zawołaniem. Moje obiady miały być jadalne, a sprzeczki o drobiazgi miały się kończyć salwami śmiechu.
Wszystko miało być idealne.
Powinnam wrócić do domu, porozmawiać z ukochanym i jakoś to poukładać, ale Lolly, która nadal odgrywała dużą rolę w moim charakterze, unosiła się dumą i nie pozwoliła mi wykonać w tym kierunku nawet najmniejszego ruchu.
Tułałam się tak po ulicach Londynu, zastanawiając się, co mam robić, aż tu nagle wyrósł przede mną nie, kto inny jak Martin. No przysięgam, że większego pecha mieć dziś nie mogłam. Gdy mnie spostrzegł uśmiechnął się szyderczo i skutecznie zastawił mi drogę.
- Witaj, Lolly, jak ci się wiedzie bez pieniędzy?- Jego wyniosły ton głosu przyprawiał mnie o mdłości.
- Jesteś zwykłą szują. Radzę sobie lepiej niż byś się spodziewał. – Starałam się ukryć przed nim swoje zdenerwowanie.
- A tak. Eve wspominała, że mieszkasz u swojego kochasia. Awansowałaś z dziwki na utrzymankę, chylę czoła – wycedził przez zęby. - Źle ci u mnie było? Miałaś wszystko. Nawet twoja mamusia nie cierpiała. Jaką masz pewność, że teraz nic jej nie będzie?- zagadnął z przekąsem, chcąc wyprowadzić mnie z równowagi.
- Odczep się od mojej matki, Martin! Bo nie ręczę za siebie – warknęłam i uniosłam dłoń, by go uderzyć.
- Nie pyskuj, szmato! – Szybko chwycił mnie za nadgarstek i wykręcił boleśnie rękę. - Jesteś mocna w gębie, ale bardzo łatwo cię złamać.
- Zostaw mnie w spokoju. Masz moją kasę, czego chcesz jeszcze?
- Twojej porażki. Marzę o tym, aby ten gwiazdor kopnął cię w dupę. Chciałbym zobaczyć, jak pełzasz przy mnie na kolanach, żeby tylko wybłagać o drugą szansę pracy. – Patrzył na mnie z obrzydzeniem. - Zawsze będziesz należeć do mnie. Nigdy nie zmienisz tego, kim jesteś. – Popchnął mnie gwałtownie na ścianę budynku.
Wiedziałam, że będę miała niezłe siniaki i zadrapania.
- Nie dam ci tej satysfakcji. Nigdy do ciebie nie przyjdę po żadną pomoc. Prędzej wsadzę cię do więzienia – wysyczałam.
- Nie groź mi, Lolly. – Zacisnął dłoń na moim ramieniu.- Twoje nieposłuszeństwo zawsze kończy się siniakami. – Podniósł kolano i celowo wbił je między moje żebra. Nie był to zbyt trudny manewr biorąc pod uwagę jego wzrost.
Zgięłam się w pół z bólu. Odnowił mój uraz i bałam się, że złamana kość przebije skórę.
Już myślałam, że znów wyląduję przez niego w szpitalu. Ze strachu robiło mi się słabo. Właśnie wtedy usłyszałam znajomy głos:

- Puść ją albo cię zastrzelę, psie. – Pogardliwe wyzwisko, spowodowało, że Martin rozluźnił uścisk, a ja mogłam przenieść wzrok na mojego wybawcę.

~*~
Witajcie moi drodzy!
Podczas Majówki Charlie odwiedziła mnie w Szczecinie i miałyśmy plan żeby dodać rozdział wtedy, ale jakoś nam nie wyszło. Miałyśmy very busy weekend xD Wspaniale i intensywnie spędziłyśmy czas i już za nią tęsknię.
No, koniec tej prywaty.
Jak tam Wasze matury jak do tej pory?
Co sądzicie o losach naszych bohaterów?
Piszcie, skarby.
Całusy xx <3